Witajcie,
Jeśli czytaliście mój post o postanowieniach noworocznych, to wiecie, że od dawna planuję napisać książkę. No więc dzisiaj trochę o tym... a także o postanowieniu dotyczących czytania książek :D
Tak więc na wstępie powiem, że niestety nie wiem jeszcze, czego będzie dotyczyć moja (pierwsza) książka. Zbieram pomysły, inspiracje, mam kilka zaplanowanych tytułów, do niektórych zrobiłem nawet plany wydarzeń, jednak żadnego jeszcze nie rozwinąłem do planowanej cegiełki z twardą bądź miękką oprawą. Dlaczego?
Ponieważ nie chcę, by moja książka była jakakolwiek, byle była, słaba i w ogóle. To znaczy chciałbym naprawdę dobrze dopracować dany tytuł, zanim zacznę się martwić gdzie i jak go wydać. Wiele bowiem jest książek, które są po prostu słabe, wydają się niedopracowane, byle jakie, byle były... takiego czegoś nie chcę. Wszak "musimy od siebie wymagać, choćby inni od nas nie wymagali". Tego się więc trzymajmy!
Jak widzicie tego postanowienia raczej nie dotrzymam... przynajmniej w tym roku... co prawda mam jeszcze kilka miesięcy, ale no :D
Co do innych postanowiem- zdam i z nich sprawę ;)
Czytam coraz więcej książek, żeby mój zasób słównictwa się ubogacił, ale też by ubogacić zbiór pomysłów i inspiracji, ciekawych zabiegór i takie tam. Teraz więc trochę o czytaniu książek:
Pierwszą książką, od której chciałbym zacząc, jest "Czas Egzorcystów" Konrada T.Lewandowskiego.
Książka nie za gruba (363 strony), a przy tym ciekawa i wciągająca, dlatego też przeczytałem ją od deski do deski.
Też tak macie, że ciężko wam dokończyć większość z zaczętych tytułów? U mnie wygląda to tak, że ok. 75% książek, które zaczynam czytać, przerywam gdzieś w połowie i odkładam... Jakoś nie daję rady ich dokończyć. Czasem wynika to z tego, że są słabe, czasem za grube, czasem po prostu znajduję coś innego, co bardziej mnie wciąga :D
Piszcie w komentarzach, czy wam też zdarza się porzucać rozpoczęte tytuły? Ofc o książkach szkolnych nawet nie mówię haha
Wracając, powieść opowiada o śledztwie prowadzonym przez komisarza Louvaina, który, będąc byłym sb-kiem, nawrócił się i teraz nawet udziela wywiadów do katolickich czasopism. Jednakowoż sam w sumie nie wie, czy i w co wierzy i trochę się w tym gubi, co jest zobrazowane na kolejnych stronach książki. Śledztwo dotyczy zabójstw osób z grupy egzorcysty, niejakiego księdza Jana, który okazuje się nie być tak nieskazitelnym, na jakiego wygląda. Nie jest to w sumie zbyt straszna książka, mimo, że na to wskazywałby tytuł, raczej zawikłana i przez to ciekawa. Wciągnęła mnie, nie powiem, choć obrazuje Kościół Katolicki w dość krytycznym, czasami przerysowanym, a nawet trochę zakłamanym świetle (co mi się średnio podoba), jednakowoż skłania nierzadko do refleksji nas sobą i jest po prostu porywająca- autor świetnie prowadzi historię, tak, że nie obejrzysz się, a już jesteś na jej końcu :D
Moja ocena: 7/10
Polecam, jeśli zna się dobrze Kościół Katolicki i wyłapie to, co jest o Nim w książce naciągane ;)
Kolejną pozycją, którą wam opiszę, jest, jak widzicie powyżej, "Przebudzenie" Stephena Kinga.
Kto z nas nie zna Kinga, króla horrorów. Tak też i ta pozycja jest horrorem, jak się domyślacie.
Z potężnego zbioru tegoż autora przeczytałem dopiero, i to dość dawno, jedną tylko pozycję, "Christine" (polecam), dlatego zdecydowałem się sięgnąć po kolejną- padło więc na "Przebudzenie".
Powiem tak- nie zawiodłem się, choć też i nie zachwyciłem.
Szczególnie polecam pierwsze 3 rozdziały, te o młodości głównego bohatera- piękna, barwna opowieść, wręcz poetycka. Potem niestety było trochę gorzej, a końcowka to niestety tragedia. Niby taki wielki autor, ale jednak, jak widać, nie wszystko mu się udaje :/ No cóż, jesteśmy tylko ludźmi...
Długo nie wiadomo, czego tak naprawdę książka dotyczy, jest to przede wszystkim biografia głównego bohatera, ale pod koniec okazuje się, że tematem głównym jest tak naprawdę to, co po życiu następuje. Została tu przedstawiona ciekawa wizja, przyznaję, choć zupełnie nierzeczywista, przerysowana powiedziałbym. Więcej nie napiszę, żeby wam nie spojlerować :D
No cóż, jak już powiedziałem polecam, fajna opowieść, choć przerysowana.
Daję jej mocne 5/10
Kolejną książkę, którą dziś opiszę, napisał znany Jezuita (sic!)- James Martin. Jest to "Opactwo", książka o dwóch, a właściwie 3 głównych bohaterach- Mike'u, architekcie pracującym w niedalekim opactwie Trapistów, zastanawiających się, czy tylko na tyle go stać, chcącym czegoś więcej od życia, Anne- samotnej matce, rozwódce (!), która 3 lata wcześniej straciła jedynego syna i nadal nie może się z tym pogodzić, a w tym pogają jej wizyty we wspomnianym opactwie. Trzecim bohaterem jest ojciec Paul- trapista, opat wspomnianego klasztoru. Wszystkie te 3 historie łączą się w przeplatają się ze sobą opowieść. W tle możemy oglądać piękny obraz Matki Bożej z dzieciątkiem Jezus.
Tym, co najważniejsze, przynajmniej takie mam wrażenie, jest jednak prawdziwy obraz Boga. Wielu bowiem z nas tworzy bowiem swoje własne nieprawdziwe obrazy Boga: jest więc bóg Michała, bóg Agaty, bóg Stefana, bóg Mileny itp. itd. Zapominamy, że jest tylko Jeden, prawdziwy Bóg. O to właśnie tu chodzi- jak Go odkryć, jak wymazać ten nasz własny nieprawdziwy Jego obraz, jak poznać prawdziwego Boga.
Treść być może nie jest zbyt świetna, historia bywa czasem banalna, ale jeśli chodzi o przekaz- majstersztyk. Polecam i daję mocne 6/10 za całokształt (a 10/10 za przekaz, żeby nie było haha).
Ostatnio zacząłem czytać książkę "Oszuści" Josha MacDowell'a. Nie wiem, czy dam radę ją skończyć, mimo, że ma nieco ponad 100 stron. Książka napisana przez protestanta, wydawana jednak przez katolickie wydawnictwa, objęta patronatem m.in. Gościa Niedzielnego, temu też się tym zainteresowałem. Jest to opowieść o 3 młodych, zagubionych ludziach- Krzysztofie, Kindze i Oli, a historie tych bohaterów przeplatają tzw. Kulisy, w których znajduje sie omówienie danych wydarzeń, zawierające ciekawe spostrzeżenia itp. Wszystko to traktuje oczywiście o wierze w życiu młodego człowieka. Szczególnie warte uwagi jest przedstawienie demonów, które przeszkadzają ludziom w spokojnym życiu- demony te to m.in. Samotność, Gniew, Zazdrość, Samobójstwo itd., a nad nimi wszystkimi góruje Beznadziejność!
To dopiero- sam ten obraz skłania do głębokiej refleksji nad swoim życiem, czyż nie?
Jak narazie daję tej książce 4/10, bo jest trochę zbyt dziecinna i przerysowana, jednak być może ocena skoczy do góry, gdy ją dokończę- dam wam znać oczywiście ;)
AKTUALIZACJA
No więc tak, jak obiecałem, tak robię- przeczytałem książkę "Oszuści" od deski do deski, więc czas, by zaktualizować opis swoich wrażeń związanych z tą lekturą.
Prawdę mówi powiedzenie: "Nie oceniaj książki po okładce", a odnosi się to też do tylko części jej zawartości. Część może być bezwartościowa bez całości.
Podobnie jest z tą pozycją. Wcześniej oceniłem ją na 4/10, teraz, po doczytaniu, ocena wzrasta do 6/10. Dlaczego? A dlaczego nie haha
W tej książce tak naprawdę nie chodzi o treść, historię, jest ona w końcu dość słaba, wydaje się nie do końca dopracowana, trochę przerysowana, nierzeczywista. Jednak spełnia swoje zadanie i to się liczy. Nie jest to bowiem książka, która ma zachwycić piękną historią, lecz skłonić ma do refleksji, zwrócić uwagę na pewne sprawy, a do tego, jak wiadomo, czasem potrzeba przerysowania.
Ksiażka "Oszuści" traktuje przede wszystkim o relacji. Każdy z bohaterów- Krzysiek, Kinga, Ola- starają się budować relacje na swój sposób. Kszysiek buduje ją na zasadzie zasługiwania, tzn. jeśli coś zrobisz, to zyskasz moją miłość i akceptację np.jeśli będziesz mieć dobre stopnie, nie przyniesiesz mi wstydu, jeśli ci się powiedzie itd. Kinga tworzy relacje na zasadzie dostosowania tzn. będę cię kochał bo coś zrobisz np. odnajdziesz moją miłość i akcjeptację, bo ubierasz się tak jak ja, bo lubisz te same osoby, co ja, bo mówisz w ten sam sposób itd. Ola, młodsza siostra Kszyśka, stara się budować relacje na zasadzie samodoskonalenia, tzn. doświadczysz mojej miłości i akceptacji, dopóki starasz się być najlepszy, dopóki jesteś miły dla wszystkich, dopóki przestrzegasz pewnych zasad itd. Te wszystkie sposoby na zbudowanie relacji są, jak się okazuje i jest to dogłębnie wytłumaczone, bardzo błędne.
Autor pokazuje jaką relację chce zbudować z nami Bóg, Jezus. Pokazuje, że Boża Miłość jest bezinteresowna, że Ojciec kocha nas nie za to, że zasługujemy, że się dostosowujemy, że się samodoskonalimy, ale po prostu za to, że jesteśmy... i już i tyle.
Książka pokazuje nam prawdziwy obraz Boga, pomaga w zrozumieniu, czym jest bezinteresowna miłość, uczy, jak budować prawdziwe relacje. To jest właśnie jej prawdziwy cel. Historia jest tylko tłem, które nam w tym pomagają. Poza tym jest mimo wszystko dość ciekawa nawet mimo to, że i dzieci by ją zrozumiały (pomijając Kulisy oczywiście).
Także za to wszystko ocena wzrasta do mocnego 6/10 :D
KONIEC AKTUALIZACJI
Przejdźmy do ostatniej już części dzisiejszego posta :D
Wczoraj obejrzałem film, którego plakat możecie obejrzeć powyżej. Oczywiście polecam serdecznie! Polski tytuł filmu brzmi "Niepamięć" i w sumie o tym traktuje. Jest to film sci-fi, nie brak więc charakterystych dla gatunku podróży kosmicznych, nowoczesnych technologii, pytań o człowieczeństwo i sens życia, a w końcu wielości efektów specjalnych- ich mnogość czasem wręcz przytłacza, aczkolwiek dzięki nim film jest wręcz przepiękny.
Post miał być jednak o książkach, więc już przechodzę do nich.
Dzięki temu filmowi wpadłem na książki, które niemal od razu zacząłem czytać. Chodzi o znaną i lubianą serię Lux, którą widzicie powyżej. Szczególnie warte zwrócenie, przynajmniej według mnie, wydają się 2 pierwsze pozycje- mianowicie Obsydian i Oblivion.
Jak zauważyliście trafiłem na te książki właśnie przez Oblivion- angielski tytuł "Niepamięci". Szukałem trochę w necie i patrzcie oto!
Tak więc dlaczego te 2 pozycje wydają się bardzo ciekawe? Bo opowiadają tę samą historię! Co? Po co więc 2 takie same książki o innym tytule? No właśnie nie są to takie same książki- myk w tym, że każda z nich opowiadana jest z punktu widzenia innego z głównych bohaterów. Możemy więc czytając jedną i drugą poznać historię w całości, włącznie z emocjami i myślami obu bohaterów- człowieka i kosmity. To ci dopiero.
Przeczytałem narazie trochę ponad 50 stron Obsydianu, jak dotąd wydaje się to być tylko zwykły romans, nie ma śladu kosmitów, przynajmniej nie oczywistych, ale niedługo się to pewnie zmieni. Jak skończę- dam wam znać co i jak :D
Także na dziś koniec! Fiu, ale mi zeszło- jak zwykle długo :/ Sorki za to i dziekuję, jeśli ktoś wytrwał do końca :D
Jeśli czytaliście mój post o postanowieniach noworocznych, to wiecie, że od dawna planuję napisać książkę. No więc dzisiaj trochę o tym... a także o postanowieniu dotyczących czytania książek :D
Tak więc na wstępie powiem, że niestety nie wiem jeszcze, czego będzie dotyczyć moja (pierwsza) książka. Zbieram pomysły, inspiracje, mam kilka zaplanowanych tytułów, do niektórych zrobiłem nawet plany wydarzeń, jednak żadnego jeszcze nie rozwinąłem do planowanej cegiełki z twardą bądź miękką oprawą. Dlaczego?
Ponieważ nie chcę, by moja książka była jakakolwiek, byle była, słaba i w ogóle. To znaczy chciałbym naprawdę dobrze dopracować dany tytuł, zanim zacznę się martwić gdzie i jak go wydać. Wiele bowiem jest książek, które są po prostu słabe, wydają się niedopracowane, byle jakie, byle były... takiego czegoś nie chcę. Wszak "musimy od siebie wymagać, choćby inni od nas nie wymagali". Tego się więc trzymajmy!
Jak widzicie tego postanowienia raczej nie dotrzymam... przynajmniej w tym roku... co prawda mam jeszcze kilka miesięcy, ale no :D
Co do innych postanowiem- zdam i z nich sprawę ;)
Czytam coraz więcej książek, żeby mój zasób słównictwa się ubogacił, ale też by ubogacić zbiór pomysłów i inspiracji, ciekawych zabiegór i takie tam. Teraz więc trochę o czytaniu książek:
Pierwszą książką, od której chciałbym zacząc, jest "Czas Egzorcystów" Konrada T.Lewandowskiego.
Książka nie za gruba (363 strony), a przy tym ciekawa i wciągająca, dlatego też przeczytałem ją od deski do deski.
Też tak macie, że ciężko wam dokończyć większość z zaczętych tytułów? U mnie wygląda to tak, że ok. 75% książek, które zaczynam czytać, przerywam gdzieś w połowie i odkładam... Jakoś nie daję rady ich dokończyć. Czasem wynika to z tego, że są słabe, czasem za grube, czasem po prostu znajduję coś innego, co bardziej mnie wciąga :D
Piszcie w komentarzach, czy wam też zdarza się porzucać rozpoczęte tytuły? Ofc o książkach szkolnych nawet nie mówię haha
Wracając, powieść opowiada o śledztwie prowadzonym przez komisarza Louvaina, który, będąc byłym sb-kiem, nawrócił się i teraz nawet udziela wywiadów do katolickich czasopism. Jednakowoż sam w sumie nie wie, czy i w co wierzy i trochę się w tym gubi, co jest zobrazowane na kolejnych stronach książki. Śledztwo dotyczy zabójstw osób z grupy egzorcysty, niejakiego księdza Jana, który okazuje się nie być tak nieskazitelnym, na jakiego wygląda. Nie jest to w sumie zbyt straszna książka, mimo, że na to wskazywałby tytuł, raczej zawikłana i przez to ciekawa. Wciągnęła mnie, nie powiem, choć obrazuje Kościół Katolicki w dość krytycznym, czasami przerysowanym, a nawet trochę zakłamanym świetle (co mi się średnio podoba), jednakowoż skłania nierzadko do refleksji nas sobą i jest po prostu porywająca- autor świetnie prowadzi historię, tak, że nie obejrzysz się, a już jesteś na jej końcu :D
Moja ocena: 7/10
Polecam, jeśli zna się dobrze Kościół Katolicki i wyłapie to, co jest o Nim w książce naciągane ;)
Kolejną pozycją, którą wam opiszę, jest, jak widzicie powyżej, "Przebudzenie" Stephena Kinga.
Kto z nas nie zna Kinga, króla horrorów. Tak też i ta pozycja jest horrorem, jak się domyślacie.
Z potężnego zbioru tegoż autora przeczytałem dopiero, i to dość dawno, jedną tylko pozycję, "Christine" (polecam), dlatego zdecydowałem się sięgnąć po kolejną- padło więc na "Przebudzenie".
Powiem tak- nie zawiodłem się, choć też i nie zachwyciłem.
Szczególnie polecam pierwsze 3 rozdziały, te o młodości głównego bohatera- piękna, barwna opowieść, wręcz poetycka. Potem niestety było trochę gorzej, a końcowka to niestety tragedia. Niby taki wielki autor, ale jednak, jak widać, nie wszystko mu się udaje :/ No cóż, jesteśmy tylko ludźmi...
Długo nie wiadomo, czego tak naprawdę książka dotyczy, jest to przede wszystkim biografia głównego bohatera, ale pod koniec okazuje się, że tematem głównym jest tak naprawdę to, co po życiu następuje. Została tu przedstawiona ciekawa wizja, przyznaję, choć zupełnie nierzeczywista, przerysowana powiedziałbym. Więcej nie napiszę, żeby wam nie spojlerować :D
No cóż, jak już powiedziałem polecam, fajna opowieść, choć przerysowana.
Daję jej mocne 5/10
Kolejną książkę, którą dziś opiszę, napisał znany Jezuita (sic!)- James Martin. Jest to "Opactwo", książka o dwóch, a właściwie 3 głównych bohaterach- Mike'u, architekcie pracującym w niedalekim opactwie Trapistów, zastanawiających się, czy tylko na tyle go stać, chcącym czegoś więcej od życia, Anne- samotnej matce, rozwódce (!), która 3 lata wcześniej straciła jedynego syna i nadal nie może się z tym pogodzić, a w tym pogają jej wizyty we wspomnianym opactwie. Trzecim bohaterem jest ojciec Paul- trapista, opat wspomnianego klasztoru. Wszystkie te 3 historie łączą się w przeplatają się ze sobą opowieść. W tle możemy oglądać piękny obraz Matki Bożej z dzieciątkiem Jezus.
Tym, co najważniejsze, przynajmniej takie mam wrażenie, jest jednak prawdziwy obraz Boga. Wielu bowiem z nas tworzy bowiem swoje własne nieprawdziwe obrazy Boga: jest więc bóg Michała, bóg Agaty, bóg Stefana, bóg Mileny itp. itd. Zapominamy, że jest tylko Jeden, prawdziwy Bóg. O to właśnie tu chodzi- jak Go odkryć, jak wymazać ten nasz własny nieprawdziwy Jego obraz, jak poznać prawdziwego Boga.
Treść być może nie jest zbyt świetna, historia bywa czasem banalna, ale jeśli chodzi o przekaz- majstersztyk. Polecam i daję mocne 6/10 za całokształt (a 10/10 za przekaz, żeby nie było haha).
Ostatnio zacząłem czytać książkę "Oszuści" Josha MacDowell'a. Nie wiem, czy dam radę ją skończyć, mimo, że ma nieco ponad 100 stron. Książka napisana przez protestanta, wydawana jednak przez katolickie wydawnictwa, objęta patronatem m.in. Gościa Niedzielnego, temu też się tym zainteresowałem. Jest to opowieść o 3 młodych, zagubionych ludziach- Krzysztofie, Kindze i Oli, a historie tych bohaterów przeplatają tzw. Kulisy, w których znajduje sie omówienie danych wydarzeń, zawierające ciekawe spostrzeżenia itp. Wszystko to traktuje oczywiście o wierze w życiu młodego człowieka. Szczególnie warte uwagi jest przedstawienie demonów, które przeszkadzają ludziom w spokojnym życiu- demony te to m.in. Samotność, Gniew, Zazdrość, Samobójstwo itd., a nad nimi wszystkimi góruje Beznadziejność!
To dopiero- sam ten obraz skłania do głębokiej refleksji nad swoim życiem, czyż nie?
Jak narazie daję tej książce 4/10, bo jest trochę zbyt dziecinna i przerysowana, jednak być może ocena skoczy do góry, gdy ją dokończę- dam wam znać oczywiście ;)
AKTUALIZACJA
No więc tak, jak obiecałem, tak robię- przeczytałem książkę "Oszuści" od deski do deski, więc czas, by zaktualizować opis swoich wrażeń związanych z tą lekturą.
Prawdę mówi powiedzenie: "Nie oceniaj książki po okładce", a odnosi się to też do tylko części jej zawartości. Część może być bezwartościowa bez całości.
Podobnie jest z tą pozycją. Wcześniej oceniłem ją na 4/10, teraz, po doczytaniu, ocena wzrasta do 6/10. Dlaczego? A dlaczego nie haha
W tej książce tak naprawdę nie chodzi o treść, historię, jest ona w końcu dość słaba, wydaje się nie do końca dopracowana, trochę przerysowana, nierzeczywista. Jednak spełnia swoje zadanie i to się liczy. Nie jest to bowiem książka, która ma zachwycić piękną historią, lecz skłonić ma do refleksji, zwrócić uwagę na pewne sprawy, a do tego, jak wiadomo, czasem potrzeba przerysowania.
Ksiażka "Oszuści" traktuje przede wszystkim o relacji. Każdy z bohaterów- Krzysiek, Kinga, Ola- starają się budować relacje na swój sposób. Kszysiek buduje ją na zasadzie zasługiwania, tzn. jeśli coś zrobisz, to zyskasz moją miłość i akceptację np.jeśli będziesz mieć dobre stopnie, nie przyniesiesz mi wstydu, jeśli ci się powiedzie itd. Kinga tworzy relacje na zasadzie dostosowania tzn. będę cię kochał bo coś zrobisz np. odnajdziesz moją miłość i akcjeptację, bo ubierasz się tak jak ja, bo lubisz te same osoby, co ja, bo mówisz w ten sam sposób itd. Ola, młodsza siostra Kszyśka, stara się budować relacje na zasadzie samodoskonalenia, tzn. doświadczysz mojej miłości i akceptacji, dopóki starasz się być najlepszy, dopóki jesteś miły dla wszystkich, dopóki przestrzegasz pewnych zasad itd. Te wszystkie sposoby na zbudowanie relacji są, jak się okazuje i jest to dogłębnie wytłumaczone, bardzo błędne.
Autor pokazuje jaką relację chce zbudować z nami Bóg, Jezus. Pokazuje, że Boża Miłość jest bezinteresowna, że Ojciec kocha nas nie za to, że zasługujemy, że się dostosowujemy, że się samodoskonalimy, ale po prostu za to, że jesteśmy... i już i tyle.
Książka pokazuje nam prawdziwy obraz Boga, pomaga w zrozumieniu, czym jest bezinteresowna miłość, uczy, jak budować prawdziwe relacje. To jest właśnie jej prawdziwy cel. Historia jest tylko tłem, które nam w tym pomagają. Poza tym jest mimo wszystko dość ciekawa nawet mimo to, że i dzieci by ją zrozumiały (pomijając Kulisy oczywiście).
Także za to wszystko ocena wzrasta do mocnego 6/10 :D
KONIEC AKTUALIZACJI
Przejdźmy do ostatniej już części dzisiejszego posta :D
Wczoraj obejrzałem film, którego plakat możecie obejrzeć powyżej. Oczywiście polecam serdecznie! Polski tytuł filmu brzmi "Niepamięć" i w sumie o tym traktuje. Jest to film sci-fi, nie brak więc charakterystych dla gatunku podróży kosmicznych, nowoczesnych technologii, pytań o człowieczeństwo i sens życia, a w końcu wielości efektów specjalnych- ich mnogość czasem wręcz przytłacza, aczkolwiek dzięki nim film jest wręcz przepiękny.
Post miał być jednak o książkach, więc już przechodzę do nich.
Dzięki temu filmowi wpadłem na książki, które niemal od razu zacząłem czytać. Chodzi o znaną i lubianą serię Lux, którą widzicie powyżej. Szczególnie warte zwrócenie, przynajmniej według mnie, wydają się 2 pierwsze pozycje- mianowicie Obsydian i Oblivion.
Jak zauważyliście trafiłem na te książki właśnie przez Oblivion- angielski tytuł "Niepamięci". Szukałem trochę w necie i patrzcie oto!
Tak więc dlaczego te 2 pozycje wydają się bardzo ciekawe? Bo opowiadają tę samą historię! Co? Po co więc 2 takie same książki o innym tytule? No właśnie nie są to takie same książki- myk w tym, że każda z nich opowiadana jest z punktu widzenia innego z głównych bohaterów. Możemy więc czytając jedną i drugą poznać historię w całości, włącznie z emocjami i myślami obu bohaterów- człowieka i kosmity. To ci dopiero.
Przeczytałem narazie trochę ponad 50 stron Obsydianu, jak dotąd wydaje się to być tylko zwykły romans, nie ma śladu kosmitów, przynajmniej nie oczywistych, ale niedługo się to pewnie zmieni. Jak skończę- dam wam znać co i jak :D
Także na dziś koniec! Fiu, ale mi zeszło- jak zwykle długo :/ Sorki za to i dziekuję, jeśli ktoś wytrwał do końca :D
Pozdrawiam i do napisania,
Reb
Reb






Komentarze
Prześlij komentarz