Witajcie,
Jadę sobie tramwajem, spokojnie czytam książkę, gdy nagle odzywa się do mnie facet spod przeciwnego okna:
-Synu, masz może książeczkę do nabożeństwa i różaniec?
-Nie, nie przy sobie, w domu mam.
-Nie masz książeczki ani różańca? A jesteś katolikiem?
-Tak.
-To nieładnie.
Powiedziawszy to, dał mi już spokój, ale tylko powierzchownie. W środku zostawił wiele pytań. Zanim się jednak nad tym porozwodzę, może wpierw zakończę tę historię.
Otóż myślałem, że to może być jakiś człowiek z odnowy, czy może nawet protestant. Oni, z tego, co wiem, lubią takie akcje. Po chwili jednak zacząłem i co do tego mieć wątpliwości.
Obok niego siedziała dziewczyna, niezbyt grzecznie ubrana, niewątpliwie jego towarzyszka. Śmiała się i głośno mówiła, że nie wierzy, że to zrobił itp. On też się śmiał, potem zaczął coś do niej gadać, przerywając co chwilę przekleństwami. Ja zatopiłem się w lekturze mojej książki.
Gdy zbierali się już do wyjścia, zwrócił jeszcze raz moją uwagę, gdy podszedł do innego jegomościa i zapytał go o coś związanego z seksem, chyba o masturbację, wybaczcie mi moje wścibskie ucho, a tamtem mu nie odpowiadał, co tego i dziewczynę rozśmieszyło jeszcze bardziej. Później wyszli, a dalsza moja podróż przebiegła bez problemów.
Zatem powróćmy do moich refleksji.
Gdy ktoś zapyta mnie, czy jestem katolikiem, bez wahania odpowiem, że tak.
Jednak co mnie definiuje jako katolika? Dlatego ten facet zapytał, czy mam książeczkę do nabożeństwa i różaniec? Dlaczego zamiast tego nie zapytał, czy mam Biblię? Dlaczego nie zapytał, czy byłem na Mszy Świętej? W końcu, dlaczego nie zapytał, czy wierzę w Boga?
Kim jest katolik, jak go zdefiniować?
Nie będę robił ankiet, bo nie warto, lecz oprę się tu na moich obserwacjach.
W Polsce ludzie określający się w ankietach jako katolicy stanowią ok. 90% populacji, choć w ostatnich latach pewnie wychodzi tego trochę mniej. Jednak z tych 90% robi się ok. 30% jeśli spojrzeć na to, ilu ludzi regularnie uczęszcza na Mszę Świętą co najmniej raz w tygodniu, w niedzielę. Dlatego nie warto robić ankiet. Jeszcze mniej wyjdzie, jeśli weźmie się pod uwagę ilość osób, które uczęszczają na Msze świadomie, a nie dlatego, że rodzicie kazali, że dziecko do komunii, czy z obawy przed obmówieniem przez sąsiedztwo. Ilu z nich czyta Biblię regularnie i modli się? Pewnie jeszcze mniej.
Także, jak widać, katolików wcale nie jest tak dużo, jak się wydaje. Wszak nie to robi ze mnie katolika, że tak o sobie mówię, bo czy, gdy powiem, że jestem astronautą lub maratończykiem, automatycznie się nim staję?
Wracając, dlaczego zapytał o książeczkę do nabożeństwa i różaniec?
Bo większość ludzi, szczególnie większość z tych 90%, ma w domu różaniec i książeczkę, nawet jeśli ukryte gdzieś pod stertą papierów i innych szpargałów głęboko w szafie. Tym dla wielu jest definicja polskiego katolika- ma rożaniec, książeczkę, czasem, zwykle tylko od święta, zawita w kościele, no i sam siebie katolikiem nazywa.
Dla mnie to bzdura, ale nie mnie oceniać.
Niektórzy też mówią, że katolicy to ci, co popierają PiS, co już jest zupełną bzdurą i głupotą...Ta partia to w większości właście ci, którzy mówią, że są katolikami, a do kościoła nie chodzą, Boga nie znają, choć się Nim często zasłaniają, aborcję popierają itd.
Wróćmy jednak z polityki do tych katolików i podrążmy jeszcze bardziej.
Jak wiadomo, Kościół Katolicki to Kościół Powszechny. Skąd ta nazwa? Bo nie jest On w sobie jednolity.
Większość katolików to tzw. letni katolicy, o których już pisałem i co do których mam duże wątpliwości, czy na miano katolików zasługują (wg mnie nie bardzo).
Są też katolicy postępowi, liberalni, idący do przodu, z prądem, za Szymonem Hołownią, Ojcem Kramerem, będący w Odnowie w Duchu Św., neoni itd.
Są tradycjonaliści, wierni Świętej Tradycji jak niczemu innemu, chodzący tylko na Msze Święte w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego, tzw. Msze Trydenckie, a wśród nich są nawet tacy, którzy wręcz sympatyzują z bractwem św. Piusa X.
Są tacy, którzy sympatyzują z protestantami albo prawosławiem, będący na granicy między nimi, a katolicyzmem.
Niektórzy idą za Ojcem Szustakiem, niektórzy za Mikołajem Kapustą, niektórzy za Jolą Szymańską, niektórzy za Marcinem Zielińskim itd
Są też babcie różańcowe, tzw. mohery.
Jest tyle odmian katolików, że nawet liczba odmian protestantów byłaby pewnie do tego porównywalna.
Także jak widać do wyboru do koloru.
Każdy rodzaj katolików ma swoje własne cechy wyróżniające. Jednak coś musi ich łączyć. Coś, co różni wszystkich tych katolików od protestantów i wyznawców prawosławia oraz od niechrześcijan.
Nie jest to niestety Biblia- umiłowanie Jej, choć w nieco innej formie, jest domeną protestantów (wielu katolików wcale Jej nie otwiera, a szkoda).Gdy widzimy gdzieś człowieka z Biblią, wielu od razu zakłada, że to protestant, czyż nie?
Nie jest to także Liturgia - tą bardziej miłują prawosławni (tak jak pisałem- wielu katolików chodzi na Msze Święte nie wiedząc właściwie czemu). W prawosławiu nie ma obowiązku niedzielnego, za to ci, którzy chodzą, bardzo to szanują i czerpią z tego garściami, ponadto Liturgie te są po prostu przepiękne, w porównaniu z naszymi, które niestety coraz bardziej zubożeją, przez przeinaczanie przez księży postanowień soboru i robienie Mszy na własne widzimisie...
Nie jest to kult maryjny i różaniec, gdyż wielu, w tym ja, nie lubi i nie umie się na różańcu modlić. Wielu nawet nie oddaje należytej czci Maryi, świętym, obstają tylko przy bezpośrednim kontakcie z Bogiem.
Nie przedłużając- myślę, że mimo wszystko, mimo tak wielkich czasem różnic, wszyscy katolicy uznają Papieża za głowę ziemskiego Kościoła i uznają Sakramenty- czasem tylko to ich różni od przedstawicieli innych wyznań. No ale chociaż coś...
Jak wiadomo Papież jest biskupem, nie byle jakim, bo Biskupem Rzymu, no ale jednak biskupem.
Zawsze uważałem biskupów za bezsprzecznie godnych szacunku, mądrych ludzi, bo co do tego, że nie każdy ksiądz jest mądry i godzien słuchania (choć wielu naprawdę jest godnych polecenia, bardzo mądrych, sam kilku takich znam), wątpliwości nie miałem nigdy. Jednak w świetle ostatnich zdarzeń zmieniam swoje myślenie również i co do biskupów, których dotąd uważałem za autorytety, których zawsze warto słuchać (wszak biskupem nie jest tak "łatwo" zostać, jak księdzem). Jak się okazuje, nie zawsze jest to prawda.
Jak wiecie, niedawno zmarł pewnien znany w Polsce profesor, aborter setek dzieci, wspierający przemysł śmierci itp. Jednak mimo to, jakie życie prowadził, co robił, co publicznie wychwalał, został pochowany na katolickim cmentarzu, w katolickim obrządku, jak porządny katolik. Nie pomogły protesty, listy do biskupów itp. Uznali oni, że nie wiadomo do końca, czy na pewno był on za aborcją do ostatnich chwil życia i dlatego trzeba go pochować jak katolika, choć przepisy kościelne jasno o tym mówią...
Dobra, to jeszcze nic, może nawet czepianie się nad wyraz. Sam mam wobec tego mieszane uczucia, aczkolwiek jednak człowiek umarł i nawet skoro on nie okazywał szacunku innym, my możemy okazać mu, niejako zobowiązuje nas wszak do tego Miłosierdzie, niech już sb leży na katolickim cmentarzu, mi nie wadzi.
Jednak coś innego dopięło swego.
Każdy w Polsce chyba zna wydarzenia ostatnich dni. Zabity został prezydent, szef odszedł i wrócił, pełno afer, krzyków, nienawiści, wszyscy zapomnieli o dzikach, bla bla bla... W innych krajach się to dzieje na codzień, to i do nas w końcu przyjść musiało.
Jednak jak zareagował Kościół, a raczej nie cały Kościół, bo wszyscyśmy Kościołem, tylko kapłani, w szczególności biskupi, tego bym nie przypuszczał w najśmielszych snach.
Człowieka, który wspierał przemysł śmierci, opowiadał się za aborcją, za LGBT i innymi zboczeństwami, które Kościół piętnuje, pochowano prawie jak świętego. Nie dość, że jak katolika, ale nawet lepiej od niejednego biskupa. Jego prochy spoczęły w bazylice...
Samo to już budzi duże kontrowersje. Przecież księża i biskupi często są chowani na cmentarzach, bo nie mogą spoczać w swoich kościołach. Jednak co wy na to, ze podczas Mszy pogrzebowej, katolickiej zaznaczam, transmitowanej w całym kraju, wzięli aktywny udział protestanci, jeden (albo więcej) nawet w stule, a także żydzi, muzułmanie, czytający swoje modły podczas Niej itp. (swoją drogą ciekawe, czy oni pozwoliliby katolikom uczestniczyć w ich nabożeństwach i modlić się po katolicku podczas ich modlitw- niestety tak działa źle pojęty katolicki ekumenizm). Co więcej, w pierwszych ławkach siedzieli naczelni polscy antyklerykałowie, ludzie którzy od lat próbują zniszczyć Kościół i katolicyzm w naszym kraju. Dodam, że nad tym wszystkim pieczę sprawowali właśnie polscy, katoliccy biskupi. Jednego z nich, podczas wygłaszanego kazania, oklaskiwali nawet ci wszyscy aborterzy i działacze LGBT...
Czy takich mamy pasterzy? Czy za takimi ludźmi mamy iść? Czy to są ci żołnierze Chrystusa, którzy idą w pierwszym szeregu (często nawet bez mundurów, czytaj sutann, na co też mało kto juz zwraca uwagę, a powinno się...)?Czy takich ludzi mam słuchać?
Tak w ogóle jak ich słuchać, kiedy ich nie ma. Prymas, inni biskupi i wielu księży pojechało sobie na drugi koniec świata, do Panamy, na ŚDM, zostawiwszy kraj w potrzebie po tych wydarzeniach, które miały ostatnio miejsce.
Meh... Nie tyle złość mnie ogarnia, choć też, na pewno jednak nie nienawiść, co mi już pewnie wielu by zarzuciło, modne to ostatnio, lecz czuję przede wszystkim smutek i przygnębienie, że nawet na tych, którzy zdają się do tego powołani, nie mogę liczyć.
Dobrze, że jest jeszcze Bóg. Bóg niezmienny, niezachwiany, wieczny, zawsze wierny, nieskończony.
Dobrze, że jest jeszcze Biblia, katolicka, niezmieniona (choć niestety coraz nowocześniej tłumaczona, trzeba uważać), obiektywna, trudna, ale prawdziwa.
Dobrze, że są Sakramenty.
Dobrze, że jest jeszcze Katechizm, czarno na białym wyjaśniający to, czego nie rozumiem, pomagający obiektywnie spoglądać na takie zachowania, jak te w bazylice, które są niewątpliwymi nadużyciami, godnymi raczej nagany niż oklaskiwania i mieć miejsca nie powinny.
Tego się trzeba trzymać, bo co innego pozostało? Komu można zaufać?
Na sam koniec, zamiast tak częstego w Kościele Katolickim nawoływania do modlitwy za połączenie się w jeden Kościół katolików, protestantów, prawosławnych i innych, proponuję
modlitwę o zjednoczenie się wszystkich katolików w jedno i postępowanie zgodne z Chrystusowym naucznaniem, bez nadużyć, bez ogłupiania ludzi, bez dziwnego ekumenizmu, za to z Ewangelią w sercach i na ustach.
Bo czy protestanci, prawosławni, anglikanie, ateiści, innowiercy mają do czego się przyłączać, na co nawracać, skoro my sami, katolicy, właściwie coraz bardziej oddalamy się od sedna i sami potrzebujemy nawrócenia nie rzadko bardziej od nich?
Pasterz, który dba bardziej o czyjeś owce, niż o swoje, nie sprawi, że czyjeś będą chciały być jego.
On powinien być jak Jezus- gdy jedna zaginie, idzie i jej szuka, a nie obraca się wśród czyichś i je próbuje wziąć do siebie, jeszcze na czyichś warunkach.
Z tym was zostawię.
Pozdrawiam,
Reb
Jadę sobie tramwajem, spokojnie czytam książkę, gdy nagle odzywa się do mnie facet spod przeciwnego okna:
-Synu, masz może książeczkę do nabożeństwa i różaniec?
-Nie, nie przy sobie, w domu mam.
-Nie masz książeczki ani różańca? A jesteś katolikiem?
-Tak.
-To nieładnie.
Powiedziawszy to, dał mi już spokój, ale tylko powierzchownie. W środku zostawił wiele pytań. Zanim się jednak nad tym porozwodzę, może wpierw zakończę tę historię.
Otóż myślałem, że to może być jakiś człowiek z odnowy, czy może nawet protestant. Oni, z tego, co wiem, lubią takie akcje. Po chwili jednak zacząłem i co do tego mieć wątpliwości.
Obok niego siedziała dziewczyna, niezbyt grzecznie ubrana, niewątpliwie jego towarzyszka. Śmiała się i głośno mówiła, że nie wierzy, że to zrobił itp. On też się śmiał, potem zaczął coś do niej gadać, przerywając co chwilę przekleństwami. Ja zatopiłem się w lekturze mojej książki.
Gdy zbierali się już do wyjścia, zwrócił jeszcze raz moją uwagę, gdy podszedł do innego jegomościa i zapytał go o coś związanego z seksem, chyba o masturbację, wybaczcie mi moje wścibskie ucho, a tamtem mu nie odpowiadał, co tego i dziewczynę rozśmieszyło jeszcze bardziej. Później wyszli, a dalsza moja podróż przebiegła bez problemów.
Zatem powróćmy do moich refleksji.
Gdy ktoś zapyta mnie, czy jestem katolikiem, bez wahania odpowiem, że tak.
Jednak co mnie definiuje jako katolika? Dlatego ten facet zapytał, czy mam książeczkę do nabożeństwa i różaniec? Dlaczego zamiast tego nie zapytał, czy mam Biblię? Dlaczego nie zapytał, czy byłem na Mszy Świętej? W końcu, dlaczego nie zapytał, czy wierzę w Boga?
Kim jest katolik, jak go zdefiniować?
Nie będę robił ankiet, bo nie warto, lecz oprę się tu na moich obserwacjach.
W Polsce ludzie określający się w ankietach jako katolicy stanowią ok. 90% populacji, choć w ostatnich latach pewnie wychodzi tego trochę mniej. Jednak z tych 90% robi się ok. 30% jeśli spojrzeć na to, ilu ludzi regularnie uczęszcza na Mszę Świętą co najmniej raz w tygodniu, w niedzielę. Dlatego nie warto robić ankiet. Jeszcze mniej wyjdzie, jeśli weźmie się pod uwagę ilość osób, które uczęszczają na Msze świadomie, a nie dlatego, że rodzicie kazali, że dziecko do komunii, czy z obawy przed obmówieniem przez sąsiedztwo. Ilu z nich czyta Biblię regularnie i modli się? Pewnie jeszcze mniej.
Także, jak widać, katolików wcale nie jest tak dużo, jak się wydaje. Wszak nie to robi ze mnie katolika, że tak o sobie mówię, bo czy, gdy powiem, że jestem astronautą lub maratończykiem, automatycznie się nim staję?
Wracając, dlaczego zapytał o książeczkę do nabożeństwa i różaniec?
Bo większość ludzi, szczególnie większość z tych 90%, ma w domu różaniec i książeczkę, nawet jeśli ukryte gdzieś pod stertą papierów i innych szpargałów głęboko w szafie. Tym dla wielu jest definicja polskiego katolika- ma rożaniec, książeczkę, czasem, zwykle tylko od święta, zawita w kościele, no i sam siebie katolikiem nazywa.
Dla mnie to bzdura, ale nie mnie oceniać.
Niektórzy też mówią, że katolicy to ci, co popierają PiS, co już jest zupełną bzdurą i głupotą...Ta partia to w większości właście ci, którzy mówią, że są katolikami, a do kościoła nie chodzą, Boga nie znają, choć się Nim często zasłaniają, aborcję popierają itd.
Wróćmy jednak z polityki do tych katolików i podrążmy jeszcze bardziej.
Jak wiadomo, Kościół Katolicki to Kościół Powszechny. Skąd ta nazwa? Bo nie jest On w sobie jednolity.
Większość katolików to tzw. letni katolicy, o których już pisałem i co do których mam duże wątpliwości, czy na miano katolików zasługują (wg mnie nie bardzo).
Są też katolicy postępowi, liberalni, idący do przodu, z prądem, za Szymonem Hołownią, Ojcem Kramerem, będący w Odnowie w Duchu Św., neoni itd.
Są tradycjonaliści, wierni Świętej Tradycji jak niczemu innemu, chodzący tylko na Msze Święte w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego, tzw. Msze Trydenckie, a wśród nich są nawet tacy, którzy wręcz sympatyzują z bractwem św. Piusa X.
Są tacy, którzy sympatyzują z protestantami albo prawosławiem, będący na granicy między nimi, a katolicyzmem.
Niektórzy idą za Ojcem Szustakiem, niektórzy za Mikołajem Kapustą, niektórzy za Jolą Szymańską, niektórzy za Marcinem Zielińskim itd
Są też babcie różańcowe, tzw. mohery.
Jest tyle odmian katolików, że nawet liczba odmian protestantów byłaby pewnie do tego porównywalna.
Także jak widać do wyboru do koloru.
Każdy rodzaj katolików ma swoje własne cechy wyróżniające. Jednak coś musi ich łączyć. Coś, co różni wszystkich tych katolików od protestantów i wyznawców prawosławia oraz od niechrześcijan.
Nie jest to niestety Biblia- umiłowanie Jej, choć w nieco innej formie, jest domeną protestantów (wielu katolików wcale Jej nie otwiera, a szkoda).Gdy widzimy gdzieś człowieka z Biblią, wielu od razu zakłada, że to protestant, czyż nie?
Nie jest to także Liturgia - tą bardziej miłują prawosławni (tak jak pisałem- wielu katolików chodzi na Msze Święte nie wiedząc właściwie czemu). W prawosławiu nie ma obowiązku niedzielnego, za to ci, którzy chodzą, bardzo to szanują i czerpią z tego garściami, ponadto Liturgie te są po prostu przepiękne, w porównaniu z naszymi, które niestety coraz bardziej zubożeją, przez przeinaczanie przez księży postanowień soboru i robienie Mszy na własne widzimisie...
Nie jest to kult maryjny i różaniec, gdyż wielu, w tym ja, nie lubi i nie umie się na różańcu modlić. Wielu nawet nie oddaje należytej czci Maryi, świętym, obstają tylko przy bezpośrednim kontakcie z Bogiem.
Nie przedłużając- myślę, że mimo wszystko, mimo tak wielkich czasem różnic, wszyscy katolicy uznają Papieża za głowę ziemskiego Kościoła i uznają Sakramenty- czasem tylko to ich różni od przedstawicieli innych wyznań. No ale chociaż coś...
Jak wiadomo Papież jest biskupem, nie byle jakim, bo Biskupem Rzymu, no ale jednak biskupem.
Zawsze uważałem biskupów za bezsprzecznie godnych szacunku, mądrych ludzi, bo co do tego, że nie każdy ksiądz jest mądry i godzien słuchania (choć wielu naprawdę jest godnych polecenia, bardzo mądrych, sam kilku takich znam), wątpliwości nie miałem nigdy. Jednak w świetle ostatnich zdarzeń zmieniam swoje myślenie również i co do biskupów, których dotąd uważałem za autorytety, których zawsze warto słuchać (wszak biskupem nie jest tak "łatwo" zostać, jak księdzem). Jak się okazuje, nie zawsze jest to prawda.
Jak wiecie, niedawno zmarł pewnien znany w Polsce profesor, aborter setek dzieci, wspierający przemysł śmierci itp. Jednak mimo to, jakie życie prowadził, co robił, co publicznie wychwalał, został pochowany na katolickim cmentarzu, w katolickim obrządku, jak porządny katolik. Nie pomogły protesty, listy do biskupów itp. Uznali oni, że nie wiadomo do końca, czy na pewno był on za aborcją do ostatnich chwil życia i dlatego trzeba go pochować jak katolika, choć przepisy kościelne jasno o tym mówią...
Dobra, to jeszcze nic, może nawet czepianie się nad wyraz. Sam mam wobec tego mieszane uczucia, aczkolwiek jednak człowiek umarł i nawet skoro on nie okazywał szacunku innym, my możemy okazać mu, niejako zobowiązuje nas wszak do tego Miłosierdzie, niech już sb leży na katolickim cmentarzu, mi nie wadzi.
Jednak coś innego dopięło swego.
Każdy w Polsce chyba zna wydarzenia ostatnich dni. Zabity został prezydent, szef odszedł i wrócił, pełno afer, krzyków, nienawiści, wszyscy zapomnieli o dzikach, bla bla bla... W innych krajach się to dzieje na codzień, to i do nas w końcu przyjść musiało.
Jednak jak zareagował Kościół, a raczej nie cały Kościół, bo wszyscyśmy Kościołem, tylko kapłani, w szczególności biskupi, tego bym nie przypuszczał w najśmielszych snach.
Człowieka, który wspierał przemysł śmierci, opowiadał się za aborcją, za LGBT i innymi zboczeństwami, które Kościół piętnuje, pochowano prawie jak świętego. Nie dość, że jak katolika, ale nawet lepiej od niejednego biskupa. Jego prochy spoczęły w bazylice...
Samo to już budzi duże kontrowersje. Przecież księża i biskupi często są chowani na cmentarzach, bo nie mogą spoczać w swoich kościołach. Jednak co wy na to, ze podczas Mszy pogrzebowej, katolickiej zaznaczam, transmitowanej w całym kraju, wzięli aktywny udział protestanci, jeden (albo więcej) nawet w stule, a także żydzi, muzułmanie, czytający swoje modły podczas Niej itp. (swoją drogą ciekawe, czy oni pozwoliliby katolikom uczestniczyć w ich nabożeństwach i modlić się po katolicku podczas ich modlitw- niestety tak działa źle pojęty katolicki ekumenizm). Co więcej, w pierwszych ławkach siedzieli naczelni polscy antyklerykałowie, ludzie którzy od lat próbują zniszczyć Kościół i katolicyzm w naszym kraju. Dodam, że nad tym wszystkim pieczę sprawowali właśnie polscy, katoliccy biskupi. Jednego z nich, podczas wygłaszanego kazania, oklaskiwali nawet ci wszyscy aborterzy i działacze LGBT...
Czy takich mamy pasterzy? Czy za takimi ludźmi mamy iść? Czy to są ci żołnierze Chrystusa, którzy idą w pierwszym szeregu (często nawet bez mundurów, czytaj sutann, na co też mało kto juz zwraca uwagę, a powinno się...)?Czy takich ludzi mam słuchać?
Tak w ogóle jak ich słuchać, kiedy ich nie ma. Prymas, inni biskupi i wielu księży pojechało sobie na drugi koniec świata, do Panamy, na ŚDM, zostawiwszy kraj w potrzebie po tych wydarzeniach, które miały ostatnio miejsce.
Meh... Nie tyle złość mnie ogarnia, choć też, na pewno jednak nie nienawiść, co mi już pewnie wielu by zarzuciło, modne to ostatnio, lecz czuję przede wszystkim smutek i przygnębienie, że nawet na tych, którzy zdają się do tego powołani, nie mogę liczyć.
Dobrze, że jest jeszcze Bóg. Bóg niezmienny, niezachwiany, wieczny, zawsze wierny, nieskończony.
Dobrze, że jest jeszcze Biblia, katolicka, niezmieniona (choć niestety coraz nowocześniej tłumaczona, trzeba uważać), obiektywna, trudna, ale prawdziwa.
Dobrze, że są Sakramenty.
Dobrze, że jest jeszcze Katechizm, czarno na białym wyjaśniający to, czego nie rozumiem, pomagający obiektywnie spoglądać na takie zachowania, jak te w bazylice, które są niewątpliwymi nadużyciami, godnymi raczej nagany niż oklaskiwania i mieć miejsca nie powinny.
Tego się trzeba trzymać, bo co innego pozostało? Komu można zaufać?
Na sam koniec, zamiast tak częstego w Kościele Katolickim nawoływania do modlitwy za połączenie się w jeden Kościół katolików, protestantów, prawosławnych i innych, proponuję
modlitwę o zjednoczenie się wszystkich katolików w jedno i postępowanie zgodne z Chrystusowym naucznaniem, bez nadużyć, bez ogłupiania ludzi, bez dziwnego ekumenizmu, za to z Ewangelią w sercach i na ustach.
Bo czy protestanci, prawosławni, anglikanie, ateiści, innowiercy mają do czego się przyłączać, na co nawracać, skoro my sami, katolicy, właściwie coraz bardziej oddalamy się od sedna i sami potrzebujemy nawrócenia nie rzadko bardziej od nich?
Pasterz, który dba bardziej o czyjeś owce, niż o swoje, nie sprawi, że czyjeś będą chciały być jego.
On powinien być jak Jezus- gdy jedna zaginie, idzie i jej szuka, a nie obraca się wśród czyichś i je próbuje wziąć do siebie, jeszcze na czyichś warunkach.
Z tym was zostawię.
Pozdrawiam,
Reb
Komentarze
Prześlij komentarz