"Mędrcy świata, monarchowie..." brzmi w każdym kościele.
Sam dziś byłem ochroniarzem na Orszaku Trzech Króli.
Na Mszy z dzisiejszego święta byłem wczoraj, żeby nie było ;)
Nie zniechęcaj się tym wstępem, drogi Czytelniku, tym razem napisze o sobie, swoim doświadczeniu. Nie będzie tylko suchej teorii :D
Jezus to nie tylko Bóg chrześcijan- to Bóg każdego.
Monachrowie, mędrcy, królowie, czy jak tam ich nazwiemy- nie byli chrześcijanami.
Przybyli ze wschodu, z niechrześcijańskich krain- innymi słowy- byli poganami.
Poganie przyszli do Boga.
Zostali przyjęci.
Uszanowali maluśkiego Jezusa, nawet uwielbili, złożyli dary.
No tak, poganie, czyli nie my, prawda?
A czy my szanujemy Jezusa, czy Go wielbimy, czy składamy mu dary?
Rozejrzałem się wczoraj po kościele podczas śpiewu psalmu i "święty, święty, święty"- śpiewali nieliczni. Nieliczni także mieli złożone ręce, nieliczni patrzyli w stronę ołtarza...
Na szczęście chociaż na "Ojcze nasz" większość poruszała ustami.
No i większość kiwała głową na znak pokoju- standard
Jedno pytanie- po co oni wszyscy tam przyszli? No bo jak widać, nie dla Boga.
Dziś na orszaku byłem w roli ochroniarza.
Miałem zabezpieczać teren, aby ludzie nie podchodzili za blisko, nie przechodzili za barierki.
O dziwo, było spokojniej, niż się spodziewałem. Tylko nieliczni czegokolwiek próbowali.
Kilku stanęło obok barierek, za ławkami. Byli to prawie tylko starsi ludzie. Głupio było wyganiać, skoro i tak stali za ławkami. No więc tylko ich obserwowałem.
Pytam się kto dał dziadkom aparaty?
Była taka dwójka.
Co chwilę wyłazili, cykali zdjęcia z bliska, prawie biegali, żeby zdobyć dobre ujęcia...
Tylko po co? Przecież byli tam też zawodowi fotografowie...
Przecież nie chodzi o to, jak to wygląda...
Przecież chodzi o Jezusa, do Niego idziemy...
Jak widać, nawet starsi ludzie często mają w głowie pstro.
Jeden dziadek, jak mu zwróciłem uwage, z uśmiechem na ustach zresztą, gdy poprosiłem, aby się cofnął, to odsunął się gwałtownie i wykrztusił "nie marudź!", prawie mnie odepchnął i sobie poszedł dalej... Naszczęście po chwili się podszedł trochę bliżej barierek. Jako tako było ogarnięte.
Po południu wracałem do domu pociągiem. Niedługo mam zaliczenie z masażu, dlategoteż czytałem podręcznik do tego przedmiotu. Ktoś się dosiadł, normalka... a jednak nie:
-O widzę kolega po fachu.
Spojrzałem na towarzysza- trochę starszy ode mnie.Na pierwszy rzut oka wydawał się miły.
-Fizjoterapeuta?- pytam
Spojrzał na mnie z niezrozumieniem:
-Yyy no... masażysta.
-Aha, ja jm na fizjoterapii, niedługo zaliczenie, to sb czytam.
-Ok
Rozmowa się urwała.
Po chwili wyciągnął jakąś książkę.
-Słyszałeś o Sokratesie?- zapytał.
-Tak, filozof grecki, z tego co wiem.
-Ano, zawsze sie interesowałem filozofią. Wiedziałeś, że Sokrates wychodził na miasto i zaczepiał ludzi i rozmawiał z nimi o filozofii?
-No ciekawe- grałem na zwłokę, myśląc, że nic ciekawego z tego nie będzie.
On jednak chyba tego tak nie odczytał i opowiedział mi, jak to Sokrates udawał niewiedzącego i wypytywał ludzi o wiedzę z zakresu filozofii, po czym tak kierował rozmową, że zmieniali oni swoje zdanie i obstawali przy jego.
Wielka jest siła persfazji, a ludzie pójdą za wszystkim, łatwo nimi manipulować.
Potem zapytał, czym się interesuję. Po tym, co mówił, stwierdziłem, że nie warto mówić o teologii, bo to zapewne ateista, albo antyteista, więc powiedziałem tylko o fizjoterapii.
Niestety, nie odpuszczał.
Jego była, jak się dowiedziałem, też chodziła do klasy biol-chem w liceum- tak, jak ja.
Kazał mi zgadnąć, czemu się rozstali. Wyręczył mnie w odpowiedzi.
-Ona uważała, że ewolucja to kłamstwo, a wg mnie to prawda. Nie doszliśmy do porozumienia.
Nie wiem, co ty uważasz, ale dla mnie głupotą jest nie wierzyć w ewolucję.
-Nie no, wg mnie ewolucja istnieje, nie ma co, w końcu wszystko się przystosowuje do nowych warunków itp.
-No właśnie. No cóż, tak się ludzie dają mamić. Te wszystkie religie, rzesz ludzi... Jesteś wierzący?
Jednak się stało. Zapytał. Obowiązkiem moim było wyznać wiarę:
-Tak, wierzący i praktykujący
-Hmm a mogę zapytać, dlaczego?
Chwilę musiałem się zastanowić. Interesujące pytanie, co tu powiedzieć? Prawdę.
-No, jak to zwykle u nas bywa, najpierw prowadzili mnie do kościoła rodzice. Potem sam zacząłem rozkminiać to, dlaczego jestem w Kościele. No i tak wyszło, że się w tym umocniłem i trwam w mojej wierze.
-A mnie to jakoś nie pociąga. Też mnie indoktrynowali rodzice, ale to nie to. Nie dla mnie. Nie, żeby coś, nie mam nic do Ciebie i twojej wiary. Szanuję wielu katolików, mam nawet kilku przyjaciół. Słyszałeś może o Dawkinsie? To taki mój "bóg".
Także no... Dawkins... no nieźle... król ateistów...
Potem mówił mi o jakimś angielskim iluzjoniście, wpierw anglikaninie, a po tym, jak zaczął rozgryzać psychologie i iluzje, coś mu się zaczęło nie zgadzać i odszedł z anglikańskiego Kościoła. Ciekawie, nie ma co. Chyba widział, że mnie to nie rusza, więc zmienił temat.
Zapytał o instytucję Kościoła. Pytał, jak ja to widzę. Powiedziałem, że jestem posłuszny Kościołowi, no ale ofc z pojedynczymi księżmi mogę się nie zgadzać (wielu ateistów uważa, że to, co ksiądz mówi z ambony, to świętość dla katolików, no i niestety nierzadko tak bywa, choć wcale tak nie musi być, ksiądz też człowiek- może się mylić).
Zeszliśmy też na temat niepraktykujących katolików, protestantów i muzułmanów, potem znów na psychologie itd.
Powiem wam jedno. Pierwszy raz spotkałem się z niekatolikiem, z którym dało się normalnie porozmawiać, bez wyśmiewania innych typu "katolicy to heretycy, głupcy, idioci, nawróć się, albo uwierz w siebie, po śmierci nic nie ma", bez żadnych kłótni, podniesionych głosów itp.
Normalna, kulturalna rozmowa. No po prostu wow.
Chwała Panu, ze zesłał mi tego człowieka- wróciła mi wiara w ludzkość, nawet jeśli ta ludzkość błądzi.
Wiem, że jesteśmy zobowiązani do nawracania. Nie chciałem jednak tego robić słownie, tzn. argumentacją itp., bo wiedziałem, że to nie zadziała- wspominał, jak kłóci się z koleżanką- katoliczką. Chciałem mu tylko pokazać, jak żyję, jak wierzę, jak wiarę wyznaję. Nic więcej mu nie mogłem dać przez godzinę podróży.
Wielu z nas jest poganami. Sam często staję się obcy Bogu poprzez swoje grzechy. Jak dobrze, że można się spowiadać.
Mamy do Boga przychodzić, tak jak Królowie przyszli, możemy też pytać, tak jak Sokrates pytał.
Mamy prawo błądzić- jesteśmy tylko ludźmi. Nie wolno jednak się upierać, trzeba wysłuchać drugiego, spojrzeć na świat jego oczami. Mamy kochać.
My katolicy zwykle idziemy do kościoła, bo wypada, powtarzamy Ojcze nasz przy ludziach, bo wypada, podajemy sobie rękę lub kiwamy na znak pokoju do ludzi, których nienawidzimy, bo wypada...
To nie o to w wierze chodzi. Dziś nie chodzi o królów, ich bogactwo, dziś chodzi o Jezusa.
Zawsze chodzi o Jezusa. Amen, Alleluja!
P.P.P.S. Polecam serdecznie stronę na Fb- jemy Biblię codziennie.
Codziennie udostępniany jest tam jeden rodział z Biblii.
Całą przeczytamy w niecałe 4 lata. Wartko w końcu wiedzieć co nieco o naszej wierze.
https://www.facebook.com/search/top/?q=jemy%20bibli%C4%99%20codziennie
Sam dziś byłem ochroniarzem na Orszaku Trzech Króli.
Na Mszy z dzisiejszego święta byłem wczoraj, żeby nie było ;)
Nie zniechęcaj się tym wstępem, drogi Czytelniku, tym razem napisze o sobie, swoim doświadczeniu. Nie będzie tylko suchej teorii :D
Jezus to nie tylko Bóg chrześcijan- to Bóg każdego.
Monachrowie, mędrcy, królowie, czy jak tam ich nazwiemy- nie byli chrześcijanami.
Przybyli ze wschodu, z niechrześcijańskich krain- innymi słowy- byli poganami.
Poganie przyszli do Boga.
Zostali przyjęci.
Uszanowali maluśkiego Jezusa, nawet uwielbili, złożyli dary.
No tak, poganie, czyli nie my, prawda?
A czy my szanujemy Jezusa, czy Go wielbimy, czy składamy mu dary?
Rozejrzałem się wczoraj po kościele podczas śpiewu psalmu i "święty, święty, święty"- śpiewali nieliczni. Nieliczni także mieli złożone ręce, nieliczni patrzyli w stronę ołtarza...
Na szczęście chociaż na "Ojcze nasz" większość poruszała ustami.
No i większość kiwała głową na znak pokoju- standard
Jedno pytanie- po co oni wszyscy tam przyszli? No bo jak widać, nie dla Boga.
Dziś na orszaku byłem w roli ochroniarza.
Miałem zabezpieczać teren, aby ludzie nie podchodzili za blisko, nie przechodzili za barierki.
O dziwo, było spokojniej, niż się spodziewałem. Tylko nieliczni czegokolwiek próbowali.
Kilku stanęło obok barierek, za ławkami. Byli to prawie tylko starsi ludzie. Głupio było wyganiać, skoro i tak stali za ławkami. No więc tylko ich obserwowałem.
Pytam się kto dał dziadkom aparaty?
Była taka dwójka.
Co chwilę wyłazili, cykali zdjęcia z bliska, prawie biegali, żeby zdobyć dobre ujęcia...
Tylko po co? Przecież byli tam też zawodowi fotografowie...
Przecież nie chodzi o to, jak to wygląda...
Przecież chodzi o Jezusa, do Niego idziemy...
Jak widać, nawet starsi ludzie często mają w głowie pstro.
Jeden dziadek, jak mu zwróciłem uwage, z uśmiechem na ustach zresztą, gdy poprosiłem, aby się cofnął, to odsunął się gwałtownie i wykrztusił "nie marudź!", prawie mnie odepchnął i sobie poszedł dalej... Naszczęście po chwili się podszedł trochę bliżej barierek. Jako tako było ogarnięte.
Po południu wracałem do domu pociągiem. Niedługo mam zaliczenie z masażu, dlategoteż czytałem podręcznik do tego przedmiotu. Ktoś się dosiadł, normalka... a jednak nie:
-O widzę kolega po fachu.
Spojrzałem na towarzysza- trochę starszy ode mnie.Na pierwszy rzut oka wydawał się miły.
-Fizjoterapeuta?- pytam
Spojrzał na mnie z niezrozumieniem:
-Yyy no... masażysta.
-Aha, ja jm na fizjoterapii, niedługo zaliczenie, to sb czytam.
-Ok
Rozmowa się urwała.
Po chwili wyciągnął jakąś książkę.
-Słyszałeś o Sokratesie?- zapytał.
-Tak, filozof grecki, z tego co wiem.
-Ano, zawsze sie interesowałem filozofią. Wiedziałeś, że Sokrates wychodził na miasto i zaczepiał ludzi i rozmawiał z nimi o filozofii?
-No ciekawe- grałem na zwłokę, myśląc, że nic ciekawego z tego nie będzie.
On jednak chyba tego tak nie odczytał i opowiedział mi, jak to Sokrates udawał niewiedzącego i wypytywał ludzi o wiedzę z zakresu filozofii, po czym tak kierował rozmową, że zmieniali oni swoje zdanie i obstawali przy jego.
Wielka jest siła persfazji, a ludzie pójdą za wszystkim, łatwo nimi manipulować.
Potem zapytał, czym się interesuję. Po tym, co mówił, stwierdziłem, że nie warto mówić o teologii, bo to zapewne ateista, albo antyteista, więc powiedziałem tylko o fizjoterapii.
Niestety, nie odpuszczał.
Jego była, jak się dowiedziałem, też chodziła do klasy biol-chem w liceum- tak, jak ja.
Kazał mi zgadnąć, czemu się rozstali. Wyręczył mnie w odpowiedzi.
-Ona uważała, że ewolucja to kłamstwo, a wg mnie to prawda. Nie doszliśmy do porozumienia.
Nie wiem, co ty uważasz, ale dla mnie głupotą jest nie wierzyć w ewolucję.
-Nie no, wg mnie ewolucja istnieje, nie ma co, w końcu wszystko się przystosowuje do nowych warunków itp.
-No właśnie. No cóż, tak się ludzie dają mamić. Te wszystkie religie, rzesz ludzi... Jesteś wierzący?
Jednak się stało. Zapytał. Obowiązkiem moim było wyznać wiarę:
-Tak, wierzący i praktykujący
-Hmm a mogę zapytać, dlaczego?
Chwilę musiałem się zastanowić. Interesujące pytanie, co tu powiedzieć? Prawdę.
-No, jak to zwykle u nas bywa, najpierw prowadzili mnie do kościoła rodzice. Potem sam zacząłem rozkminiać to, dlaczego jestem w Kościele. No i tak wyszło, że się w tym umocniłem i trwam w mojej wierze.
-A mnie to jakoś nie pociąga. Też mnie indoktrynowali rodzice, ale to nie to. Nie dla mnie. Nie, żeby coś, nie mam nic do Ciebie i twojej wiary. Szanuję wielu katolików, mam nawet kilku przyjaciół. Słyszałeś może o Dawkinsie? To taki mój "bóg".
Także no... Dawkins... no nieźle... król ateistów...
Potem mówił mi o jakimś angielskim iluzjoniście, wpierw anglikaninie, a po tym, jak zaczął rozgryzać psychologie i iluzje, coś mu się zaczęło nie zgadzać i odszedł z anglikańskiego Kościoła. Ciekawie, nie ma co. Chyba widział, że mnie to nie rusza, więc zmienił temat.
Zapytał o instytucję Kościoła. Pytał, jak ja to widzę. Powiedziałem, że jestem posłuszny Kościołowi, no ale ofc z pojedynczymi księżmi mogę się nie zgadzać (wielu ateistów uważa, że to, co ksiądz mówi z ambony, to świętość dla katolików, no i niestety nierzadko tak bywa, choć wcale tak nie musi być, ksiądz też człowiek- może się mylić).
Zeszliśmy też na temat niepraktykujących katolików, protestantów i muzułmanów, potem znów na psychologie itd.
Powiem wam jedno. Pierwszy raz spotkałem się z niekatolikiem, z którym dało się normalnie porozmawiać, bez wyśmiewania innych typu "katolicy to heretycy, głupcy, idioci, nawróć się, albo uwierz w siebie, po śmierci nic nie ma", bez żadnych kłótni, podniesionych głosów itp.
Normalna, kulturalna rozmowa. No po prostu wow.
Chwała Panu, ze zesłał mi tego człowieka- wróciła mi wiara w ludzkość, nawet jeśli ta ludzkość błądzi.
Wiem, że jesteśmy zobowiązani do nawracania. Nie chciałem jednak tego robić słownie, tzn. argumentacją itp., bo wiedziałem, że to nie zadziała- wspominał, jak kłóci się z koleżanką- katoliczką. Chciałem mu tylko pokazać, jak żyję, jak wierzę, jak wiarę wyznaję. Nic więcej mu nie mogłem dać przez godzinę podróży.
Wielu z nas jest poganami. Sam często staję się obcy Bogu poprzez swoje grzechy. Jak dobrze, że można się spowiadać.
Mamy do Boga przychodzić, tak jak Królowie przyszli, możemy też pytać, tak jak Sokrates pytał.
Mamy prawo błądzić- jesteśmy tylko ludźmi. Nie wolno jednak się upierać, trzeba wysłuchać drugiego, spojrzeć na świat jego oczami. Mamy kochać.
My katolicy zwykle idziemy do kościoła, bo wypada, powtarzamy Ojcze nasz przy ludziach, bo wypada, podajemy sobie rękę lub kiwamy na znak pokoju do ludzi, których nienawidzimy, bo wypada...
To nie o to w wierze chodzi. Dziś nie chodzi o królów, ich bogactwo, dziś chodzi o Jezusa.
Zawsze chodzi o Jezusa. Amen, Alleluja!
Pozdrawiam wszystkich i życzę miłego wieczoru,
Reb
P.S. Proszę, pomódlcie sie za tego chłopaka. Za dziadków też, czemu nie.
No i za tych, co nie potrafią śpiewać, patrzeć w jeden punkt, mówić, składać rąk.
No i za tych, co nie potrafią śpiewać, patrzeć w jeden punkt, mówić, składać rąk.
P.P.S. Nowy rok, nowe postanowienie. Niedługo napisze o tym post, a wy jakie macie postanowienia? Zapraszam do komentarzy
P.P.P.S. Polecam serdecznie stronę na Fb- jemy Biblię codziennie.
Codziennie udostępniany jest tam jeden rodział z Biblii.
Całą przeczytamy w niecałe 4 lata. Wartko w końcu wiedzieć co nieco o naszej wierze.
https://www.facebook.com/search/top/?q=jemy%20bibli%C4%99%20codziennie

Komentarze
Prześlij komentarz