Przejdź do głównej zawartości

Ciekawe czasy nastały

Witajcie!

Dawno nie pisałem, ale cóż, kiedyś znów trzeba.
Ciekawe czy ktoś to w ogóle przeczyta? Dajcie znać w komentarzach.

Urodziłem się w roku 98', a więc myślę, iż mogę śmiało powiedzieć, że jestem dzieckiem nowego już milenium.
Co pamiętam z dzieciństwa? No szczerze powiem, że nie tyle, ile bym chciał, ale jednak coś tam w głowie zostało z tamtych lat.
Jeździło się na hulajnodze, rowerze, ganiało się z kolegami po parku, zbierało tazosy, układało najdziwniejsze konstrukcje z klocków, grało piłkę, kosza, zbijaka, a w domu w deszczowe dni w gry na konsoli podłączanej pod telewizor. No mogę śmiało stwierdzić- niczego nam nie brakowało. Nic się nie psuło, a jak już to szło to łatwo naprawić, nic się nie muliło, nie lagowało, zajęć było co nie miara. Może nie było zbyt bogato, ale to, co miałem- w zupełności wystarczało, by zapewnić radość i uśmiech na twarzy.

Przejdźmy do teraźniejszości.
Odpalam laptopa- włącza się dość długo, choć całkiem niedawno był na przeglądzie. Nie marzę nawet o odpaleniu na nim jakiejkolwiek gry- nawet te stare mulą i lagują. Dodam, że nie jest to jakiś laptop w cenie przeciętnego telefonu- taką to teraz słabiznę robią- rok, dwa i do kosza, bo po naprawie i tak znowu będzie to samo :/
Jedyne co można, to surfować po necie, a i to często sprawia wiele problemów, bo co i rusz internet przestaje działać, wifi nie łapie itp. itd., a w odpowiedzi od serwisu dostaję tylko "prace techniczne" albo tym podobne odzywki...

No nic, siadam do telewizora- włączam, chwilę oglądam i co- ekran zaczyna skakać, albo obraz się zacina, ehh, a dopiero co nową antenę kupiliśmy, telewizor też do starych i tanich nie należy...
Wychodzę na dwór- ani dzieciaka, idę na boisko- nie gra nikt, jedynie kilku nastolatków popala pety i dopija piwo w ukryciu przed rodzicami, chociaż nie- oni już się nawet z tym nie kryją, po prostu lubią tu przesiadywać i słuchać jakichś pseudoraperów, demolować ławki, czy co tam im do rąk wpadnie.
W planszówki czy karcianki też nie ma tu nawet z kim zagrać.

Dobra, wracam do internetu- a tu co?
Na marszu (fałszywej) równości policja siłą odciąga piętnastolatka, który z krzyżem w ręku sprzeciwił się tej całej propagandzie...
Gdzie indziej transwestyta przebrany za kobietę podcina głowę kukle mającej symbolizować arcybiskupa, który mówi stanowcze nie ideologii LGBT, a ludzie zebrani na tym całym miss gej czy jak to się tam zwie, jeszcze do tego klaszczą...
W warszawskich (i kilku innych) podstawówkach mają zacząć uczyć dzieci, jak się dobrze masturbować i że bycie w związku z osobą tej samej płci jest dobre moralnie i wgl...
Jakby te dzieciaki wgl wiedziały co to znaczy być w normalnym związku...
Inna strona- zakonnik pluje na biskupa i nawołuje do podpisywania listu, żeby ten poddał się dymisji...
Wracam do telewizora, może już działa- oo działa :D Na każdym kanale gadają o tym, że gdzieś na ulicy przy słupie wyrósł dziko pomidor- no sensacja tysiąclecia, nie ma co!

No cóż, wakacje wakacjami, a za kilka miesięcy znowu studia.
Dotąd było zwykle tak- idziemy na oddział, lekarz, który ma mieć z nami zajęcia, pojawia się spóźniony z pół godziny, jak nie lepiej, odsyła nas do pacjentów, a my nawet nie wiemy, co mamy z nimi zrobić... Żadnego przekazywania wiedzy na poziomie, tylko wysługiwanie się nami jak niewolnikami.
Egzaminy niby trudne, ale co z tego, jak odpowiedzi wchodzą od kilku lat i każdy idiota zda- jak potem mają nas traktować na poważnie, jak połowa tych pseudofizjoterapeutów nie zna nawet podstaw anatomii. O próbach zdobycia stypendium rektora, gdzie liczy się średnia z egzaminów, nawet nie wspomnę, bo skoro wszyscy mają tą samą średnią, niezależnie od tego, ile się uczyli...
Jeszcze tylko (albo aż) 3 lata tej żenady. Oby tylko nie trafić do szpitala nfzetowskiego, gdzie nie zarobię więcej niż 1800zł na rękę- wtedy to bym poszedł chyba do biedry na kasę. Na szczęście prywatnie fizjo nie narzekają i oby tak zostało!

No nic, kończę, pełen smutku przez spoglądanie na dzisiejszą Polskę, ale mimo wszystko (jeszcze) pełen nadziei i optymizmu, że, jak śpiewa Enej, "może będzie lepiej!".

Miłego wieczoru i do napisania,
Reb


Komentarze